wtorek, listopada 28, 2006

Dzisiaj wracam z Utah do domu. Czekam właśnie na moją grupę i za godzinkę jedziemy na lotnisko. Pojeździliśmy całkiem nieźle: dwa dni a Alta i półtora dnia w Snowbird. Śniegu całkiem sporo, wczoraj dosypało jeszcze ze 40 cm. Kondycja niezbyt mi dopisuje: nogi mnie bolą, a dziś z biedą byłem w stanie zjechać z góry, bo narty mnie wogóle nie słuchały. Ale jakoś przeżyłem. Za to Paulinka śmigała z góry całkiem, całkiem. Ojciec już pojękiwał, a ona dalej chciała jeździć. Czeka nas teraz długi lot do Chicago, z przesiadką w Denver, a od jutra trzeba wracać do pracy.

Prawie wogóle nie zrobiłem zdjęć. Jednak nie bardzo da się robić dwie rzeczy na raz: albo się jeździ, albo fotografuje.

Brak komentarzy: