środa, stycznia 31, 2007

Koniec stycznia, zima, spadło trochę śniegu i mróz się zrobił. Dziś było -20 stopni. Brr… Biegam do pracy, zacząłem chodzić do szkoły na kolejny kurs fotograficzny. Na niewiele więcej wystarcza czasu.

Od nowego roku zacząłem też chodzić na siłownie i ćwiczyć. Idzie mi mizernie, mój kumpel z roboty powiedział, że mam kondycje 60-cio letniego dziadka. Ale jakoś się trzymam, staram się trochę pobiegać, trochę porozciągać. Zobaczymy na jak długo mi wystarczy zapału. Zacząłem też uczyć się hiszpańskiego w czasie jazdy samochodem. Codziennie spędzam przynajmniej półtorej godziny w aucie, więc może uda mi się nawet co-nieco nauczyć.

Przez ostatnie kilka weekendów udało mi się wyskoczyć ze starszymi dzieciakami na narty na pobliską górkę w Wisconsin. Nie jest to żadna wielka góra, ma wszystkiego może ze 100 metrów, ale dobre i to. Zawsze coś tam można pozjeżdżać. Zwykle udaje się wyciągnąć jakichś znajomych ludzi i jest miło.

Za dwa tygodnie przyjeżdża z Polski Tomek Śliwa z ekipą na koncerty ewangelizacyjne. Przyjeżdża z nim Kasia – jego żona, Marta Florek i Jasiek Rzepka. Mamy razem zagrać 5 koncertów w wciągu dwóch weekendów w różnych kościołach. Po naszej stronie zaangażowany jest w to głównie Gorczyca, Korek i ja. Nad wszystkim patronat trzyma Domowy Kościół. Zobaczymy jak to wyjdzie. Planuję też mały wypad do Kolorado na narty.

Brak komentarzy: