czwartek, listopada 08, 2007

Gdy pojedziecie z Phoenix na wschód drogą numer 60, wkrótce zobaczycie na horyzoncie charakterystyczny grzbiet górski: to Superstition Mountains (cholera, nie wiem jak to przetłumaczyć, żeby miało sens: Góry Zabobonne? Brzmi idiotycznie!). Nazwę taką nadali im w XIX wieku farmerzy, którzy słyszeli regularnie od Indian Pima różne straszliwe opowieści na temat tych gór. Oczywiście nie wierzyli w te historie i uważali je za zabobony. Stąd nazwa. Pierwszy, najdalej wysunięty na zachód szczyt nazywa się tak samo jak cały obszar: Superstition Mountain. Indianie nazywali ten szczyt Ka-Katak-Tami, co się tłumaczy: Góra o Krzywym Szczycie, czyli Krzywy Wierch.

Superstition Mountains są naturalna granica metropolii Phoenix. U ich podnóża leży miasteczko Apachee Junction, gdzie rozdzielają dwie biegnące na wschód drogi: US-60 (biegnąca aż do Virginia Beach na wschodnim wybrzeżu USA) i SR-80 (zwana Apache Trail).

Pod koniec XIX wieku Superstition Mountains pełne były poszukiwaczy złota, do dziś z reszta ich tu nie brakuje. Krążą legendy o zaginionych kopalniach, które wciąż czekają na odkrycie. Najbardziej znana z nich to Lost Dutchman's Gold Mine (czyli Zaginiona Kopalnia Holendra). Legenda, istniejąca w kilkudziesięciu rożnych wersjach głosi, ze niemiecki emigrant Jacob Waltz (niemieckich emigrantów nazywano Duńczykami ze względu na podobieństwo pomiędzy słowami Dutch i Deutsch) odnalazł w górach niezwykle bogatą żyłę złota. Przed śmiercią powiedział o istnieniu kopalni pewnej pani i od tej pory niezliczeni poszukiwacze skarbów przeczesują góry, szukając zaginionej kopalni.

Superstition Mountains nadają się znakomicie na piesze wędrówki, byle tylko nie było to w lecie, kiedy temperatury dochodzą tu do 125 F (+52 C). Gdy byłem tam pierwszy raz, na początku września, to dało się wytrzymać pomiędzy 6 a 10 rano. Potem zrobiło się paskudnie gorąco.

Jednym z ciekawszych miejsc w okolicy jest widoczna na zdjęciu Weaver's Needle (czyli Igła Pani Weaver - 4553 ft/1387 m npm). Nazywana bywa także "Finger of God" czyli "Palec Boży" (hmm... ciekawe który to palec?). W okolicę Weaver's Needle prowadzi kilka szlaków, najlepiej widać ja z Fremont Saddle, przy szlaku numer 102, zaczynającym się w Peralta Trailhead. Droga w górę zajmuje jakieś 2 godziny, droga powrotna - 1.5 godziny. Można tez obejść Weaver's Needle dookoła, ale jest to już trochę poważniejsza wyprawa. Zrobiłem to w ostatnią niedzielę i zajęło mi to 9 godzin. Było naprawdę ciężko, bo nie dało się uniknąć marszu w samo południe, który nawet w listopadzie nie jest przyjemny. Jak do tego dołożyć przedzieranie się przez zarośnięte różnymi kłującymi roślinami ścieżki, to jest jeszcze mniej przyjemnie. Na dodatek nieco "nie doceniłem" tego szlaku i wydawało mi się, że zrobię go spokojnie w 6 godzin. Ostatnie trzy godziny szedłem dopijając resztki wody. Ale oczywiście warto! - kto ma dość samozaparcia, niech próbuję. Dobre mapy topograficzne można znaleźć pod adresem:
http://www.superstition-sar.org/maps.htm

Oczywiście zanim gdziekolwiek pójdziesz, to najpierw się ubezpiecz! Niech to szlag trafi! Jestem naprawdę wściekły. Nie mogę jakoś patrzeć spokojnie na upadającą cywilizacje białego człowieka! Dziś rano zdążyła się taka oto historia: Zaczęła się nasza przeprowadzka do Arizony. Płaci za to maja firma i wynajmuje do tego inna firmę, która się specjalizuje w przeprowadzkach. Rano przyjechała ekipa, żeby spakować nasze rzeczy, jutro mają je zapakować na ciężarówkę i przewieźć do Arizony. Siedzę sobie spokojnie w robocie, gdy nagle dzwoni telefon. Jakaś paniusia z firmy robiącej przeprowadzkę wdziecznym głosem mówi, ze niestety, ale ich pracownicy nie będą mogli znieść przedmiotów znajdujących się na poddaszu, bo... jest to zbyt niebezpieczne. Dobrze, ze siedziałem, bo bym chyba się przewrócił! Wyobrażacie to sobie?! Wylezienie na poddasze po 5 szczeblach drabiny zbyt niebezpieczne?!

Oczywiście paniusia miała na to radę: za jedyne $25 mogę wykupić specjalne ubezpieczenie i wtedy jej pracownik będzie mógł już bezpiecznie włazić na drabinę. Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie jest to po prostu straszne! To jest jakaś degeneracja, jakieś szaleństwo! Zamieniliśmy się w cywilizacje starych bab, powtarzających w kółko: "żebym tylko była bezpieczna... żebym tylko była bezpieczna...".

Ostatnio w CNN widziałem program o pracownikach amerykańskiego Departamentu Stanu, którzy zaprotestowali przeciwko wysyłaniu ich do Iraku z misjami dyplomatycznymi. Jakiś podstarzały pan darł szaty i omal nie płakał: "Ależ to jest niebezpieczne! A co będzie jak mnie zabija?". W programie był jeden, jedyny człowiek, który miał odwagę powiedzieć prawdę: dyplomata "starej daty", który pół życia spędził w różnych misjach dla USA. Powiedział: "Ależ oczywiście! Masz Pan racje! I jak się Panu to nie podoba - to się Pan podaj do dymisji." Cóż... jeszcze trochę normalnych ludzi zostało...
Posted by Picasa

Brak komentarzy: