wtorek, marca 25, 2008

W Stanach nie ma zwyczaju świętowania Śmigusa-Dyngusa, w ogóle pod względem świąt i długich weekendów USA są 100 lat za … hmm… postępowymi narodami europejskimi. Tak więc zaraz po Wielkiej Nocy zjawiłem się w pracy i przez pół dnia usiłowałem odczytać wszystkie życzenia, które przyszły do mnie na naszej-klasie. Dziękuję niniejszym wszystkim życzenio-nadsyłaczom i bardzo proszę o wyrozumiałość, gdyż w swoim starczym zdziwaczeniu nie mam zwyczaju składać życzeń. Dimítte nobis débita nostra…


Dziś pierwszy raz latałem samolotem. Powinienem chyba doprecyzować: pierwszy raz pilotowałem samolot Cessna 172P. Pięć minut od naszego domu znajduje się nieduże lotnisko, no i trudno się było oprzeć: zacząłem się uczyć pilotażu. Na razie miałem jedną lekcję naziemną i jedną podniebną. Część podniebna jest naprawdę super, część naziemna – znacznie trudniejsza niż przypuszczałem. Trzeba wryć naprawdę sporo materiału. Jak wszystko pójdzie dobrze, to za jakieś pół roku powinienem mieć w ręku licencje pilota. Więc jakbyście mieli ochotę polatać nad Wielkim Kanionem – to zapraszam w jesieni…

Brak komentarzy: