piątek, czerwca 13, 2008

 


Okrutny kapitalista, który pije co dzień robotniczą krew zorganizował w pobliżu mojego miejsca pracy tak zwany Game Room (na pewno po to, aby uśpić moją klasową czujność…). Po polsku trzeba by to nazwać chyba Pokojem Rekreacyjnym: w środku stoi wielki plazmowy telewizor, gra „piłkarzyki” i popularna gra elektroniczna Guitar Hero (jak moja dzieciarnia to zobaczyła, to zaraz wszyscy chcieli się zatrudnić w PayPal-u). Przechodzę więc sobie wczoraj spokojnie koło Pokoju Rekreacyjnego i cóż widzę? Kilka osób ogląda z zapałem jakiś mecz. Przyjrzałem się uważniej, a to gra Polska z Austrią. Cóż… głupio było przejść obojętnie, więc wszedłem i też zacząłem oglądać. W ten sposób zobaczyłem ostatnie pięć minut meczu, nad którym rozpacza właśnie chyba cała Polska (tak przynajmniej wygląda to z perspektywy czytelnika serwisów internetowych).

Być może jestem nienormalny, ale mnie jakoś te futbolowe emocje się nie trzymają. Oglądanie, jak przez półtorej godziny dwudziestu paru chłopa ugania się za jedną piłką chyba przekracza moją wytrzymałość. A już przeżywanie jakichś głębokich uniesień z tego powodu po prostu nie mieści mi się w głowie. Wygląda mi to na jakąś para-religię. No gdyby mnie ktoś mocno namawiał, to może z raz, z ciekawości nawet byłbym skłonny się wybrać na jakiś mecz, ale z tego co widzę, to najpierw trzeba by się jakoś uzbroić, żeby nie dostać po mordzie i jakoś przeżyć.

Swoją drogą: bardzo mnie zastanawia czemu Państwo Ludowe jakoś nie może zrobić porządku z tak zwanymi „kibolami". Przy dzisiejszych metodach inwigilacji nie powinno być żadnego problemu, żeby tych bandziorów wyłapać i w ciągu kilku dni skazać na jakieś roboty przymusowe. Niech pracują po 16 godzin na dobę przy budowie stadionów na Euro 2012! Skoro tak się nie dzieje, to widocznie Państwo Ludowe ma w tym jakiś interes. Może po prostu chodzi o to, że siły porządku potrzebują sparing-partnera z którym mogłyby się co jakiś czas ponapierniczać? Jakby nie było burd na stadionach, to co by chłopaki robiły? Gniły w koszarach? A jeszcze ktoś by zaczął nie daj Bóg zadawać niebezpieczne pytania czy aby na pewno trzeba wydawać pieniądze publiczne na sikawki, pałki, tarcze i gazy łzawiące. A tak, to wszyscy są szczęśliwi: kibole mogą się wyszumieć, chłopaki z prewencji pouganiają się za nimi, zawsze coś się przy okazji w mieście zniszczy, więc firma kuzyna burmistrza będzie mieć robotę. Czyż życie w socjalistycznym świecie nie jest piękne?

W Phoenix lato w całej pełni. Temperatury w ciągu dnia pełzają w okolicy +40 stopni Celsjusza, ale nie jest źle: idzie się do tego przyzwyczaić. Za to wieczorem ochładza się do mniej więcej +25 i wtedy aż miło posiedzieć na polu (jak ktoś woli na dworze – to proszę bardzo. W sumie też jest przyjemnie). W ostatni weekend byliśmy na chwilę w Sedonie, na najbliższy na razie nic nie wymyśliłem, ale jeszcze mi parę godzin zostało…

Oooo! Irlandia odrzuciła w referendum Traktat Lizboński! Zawsze lubiłem Irlandczyków…
Posted by Picasa

Brak komentarzy: