niedziela, sierpnia 10, 2008



W sobotę rano wywlokłem starszą dzieciarnie z łóżek o 5:30 i po pół godzinie marudzenia wyruszyliśmy do Crown King, miasteczka położonego na północny zachód od Phoenix, w górach Bradshaw. Sto lat temu była to całkiem spora osada górnicza, mieszkali w niej ludzie pracujący w pobliskich kopalniach złota. Od lat pięćdziesiątych kopalnie są zamknięte, a miasteczko opuszczone przez większość mieszkańców. Dziś mieszka tam niewiele ludzi, docierają za to liczni miłośnicy jazdy pojazdami terenowymi.

Na marginesie uwaga numer 1: Proszę mnie nie zmuszać, bym ludzi jeżdżących pojazdami terenowymi nazywał „offroadowcami”!!! (Niejaki Melon wymyślił kiedyś słowo „wyrwidyfry”, piękne – nieprawdaż?). Robi mi się słabo, gdy słyszę, co ludzie w Polsce wyprawiają z językiem polskim! Jesteście czasem „lepsi” od tutejszych Polonusów. Kiedyś na przykład przeczytałem, że Alpinus to „sklep dla prawdziwego outdorowca”. Jak by się nie dało powiedzieć: turysty, włóczęgi, wagabundy, górołaza, powsinogi, włóczykija, człapacza... W życiu już od nich nic nie kupię! Jedna znajoma będąc w Warszawie na Dworcu Centralnym miała ochotę na zapiekankę. Cóż… zapiekanek nie było. Ale za to zaproponowano jej zakup „Kanapki z Sandłiczem”. Ludzie! Litości!...

Do Crown King najłatwiej jest dotrzeć zjeżdżając z autostrady I-17 na drogę zwaną dość wzniośle Senator Highway (zjazd numer 248 na Bumble Bee). Tak naprawdę jest to szeroka droga o nieutwardzonej nawierzchni. Można ją bez problemu pokonać zwykłym samochodem, no chyba, że ktoś ma lęk wysokości i nie lubi spoglądać przez szybę boczną na kilkudziesięciometrowe przepaści. Ja oczywiście wybrałem inną drogę: do Crown King można dotrzeć z Phoenix jadąc na północ boczną drogą, zaczynającą się obok Lake Pleasant (hmm… Jezioro Przyjemne…? Jezioro Przyjemności…? Brzmi śmiesznie, nie prawda?).

Na marginesie po raz drugi: Amerykanie mają talent do wzniosłych nazw. Pamiętam na przykład, jak zaraz na początku pobytu w Stanach musiałem się wybrać do lekarza. Wyszukałem jakiegoś w Informatorze Polonijnym: przyjmował w Klinice Jakiejś Tam. Zastanawiałem się poważnie czy warto z bądź co bądź błahym problemem udawać się do kliniki. A potem jakoś nie mogłem do tej kliniki trafić. Przejechałem ze trzy razy obok, zanim spostrzegłem maluśkie drzwi wśród z napisem Klinika Jakaś Tam. Coż… nie spodziewałem się, że każdy gabinet lekarski może się nazywać kliniką…

Oj było wesoło! Phoenix leży na wysokości 1500 stóp nad poziomem morza, Crown King – na wysokości 6000 stóp. Jeep powoli piął się w górę po kamienistej drodze. Pokonanie odległości 36 mil zajęło nam 6 godzin. Po drodze mijaliśmy opuszczone kopalnie, forsowali kilka strumieni, przejeżdżali przez spalony las. Gdy byliśmy już dość blisko celu nagle zerwała się burza: w ciągu kilku minut droga zamieniła się w rwący strumyk. To taki paradoks: wydawać by się mogło, że wyschnięta ziemia wchłonie bez problemu dowolną ilość wody. A tymczasem woda praktycznie ogóle nie wsiąka, tylko spływa w dół. Wyschnięte koryta rzek zamieniają się w mgnieniu oka w rwące potoki, które są naprawdę niebezpieczne.

Trzecia uwaga na marginesie: zaraz na początku mojego pobytu w Arizonie zaplątałem się do baru w ghost town nieopodal miejsca, gdzie mieszkałem. (No i jak to przetłumaczyć żeby miało sens? Chodzi o opuszczone miasteczka, w których od dłuższego czasu nikt nie mieszka. Czasem są one zamieniane w atrakcje turystyczną). Był już wieczór, klientów niewielu, więc barman wyciągnął szachy i zapytał czy zagram z nim. Jakoś dziwnie dobrze mi szło, bo wygrałem dwa razy z rzędu (tak, że miałem dwa drinki za darmo). „Nowy w Arizonie?” – zapytał barman. Pokiwałem głową. „A Jeepa już kupiłeś?” – zapytali jacyś ludzie siedzący przy barze. „Jeszcze nie”- odpowiedziałem. „No to na co czekasz? Kupuj!” – odpowiedzieli wszyscy chórem. Gdybyście kiedyś wybierali się do Arizony na wakacje i zamierzali pożyczać samochód, to na pewno warto zastanowić się nad pożyczeniem auta z napędem na 4 koła. Dzięki temu wiele miejsc stanie przed wami otworem.

Uwaga czwarta: zanim pojedziesz gdzieś w pustynie – sprawdź dobrze gdzie jedziesz. Drogi wyglądające na mapie czy w GPS-ie zupełnie podobnie mogą się bardzo od siebie różnić w rzeczywistości. Gdy gdzieś jest napisane, że nie ma się co wybierać w tą trasę bez wozu terenowego – to lepiej w to uwierzyć i się tam nie pchać. Jeśli już gdzieś wjedziesz i w pewnym momencie stwierdzisz, że jest kiepsko – to WRACAJ. Nie pchaj się dalej, choćby oznaczało to, że będziesz musiał jechać na wstecznym biegu przez następne 10 mil. Przynajmniej WIESZ, co cię czeka. A przed Tobą jest nieznane, które może się okazać niezbyt przyjemne.

Brak komentarzy: