czwartek, stycznia 08, 2009



W Nowy Rok zapakowałem do Jeepa dzieciarnie i pojechaliśmy w teren. Najpierw przebiliśmy się przez odcinek Gór Sępich (Vulture Mountains), a potem zupełnie przypadkiem natrafiliśmy na kanion rzeki Hassayampa. Miejsce niesamowite i na dodatek zupełnie blisko. Z Phoenix jedziemy drogą numer 60 do Wikemburga, z tamtąd –drogą 93 na północ i po 1.6 mili skręcamy w ulicę Rincon Rd. Jedziemy nią aż do brzegów rzeki. Potem już można jechać gdzie się chce po korycie rzeki. Zwykle jest ono wyschnięte, bo rzeka Hassayampa przeważnie schodzi do podziemia i tam sobie płynie. Jak widać na zdjęciu pochlapaliśmy się trochę – w Arizonie mamy właśnie najbardziej deszczową porę, a tyle deszczu, co w tym roku nie spadło już dawno: dokładnie, to od 1984 roku.

W ogóle jakoś ta zima znów nie sprzyja tym wszystkim eko-prorokom, wieszczącym globalne ocieplenie. Tu niby miało być tak strasznie gorąco, a tu jak na złość zima, mrozy, zawieje i zamiecie śnieżne. Bardzo mnie fascynują te wszystkie ekologiczne przepowiednie. Pamiętacie na przykład taką Dziurę Ozonową? Czego to ona nie miała spowodować! Koniec świata, przynajmniej trzeciej kategorii! Za powstawanie owej tajemniczej dziury miały odpowiadać lodówki wypuszczające do atmosfery freon. Nigdy jakoś nie spotkałem wyjaśnienia, czemu w takim razie owa makabryczna dziura pojawiać się miała nad półkulą południową, gdzie jest niechybnie o wiele mniej lodówek niż na półkuli północnej. Przypuszczam, że po prostu znaczna część badaczy dziury gustowała w argentyńskich winach, więc woleli badać dziurę właśnie w tamtej okolicy. No i co? Coś ostatnio cicho na temat dziury ozonowej. Jakoś przestała być groźna. Bardzo ciekawe dlaczego? Czyżby się kasa skończyła na „walkę z dziurą”?

Brak komentarzy: