poniedziałek, stycznia 12, 2009




Muszę się przyznać: popełniłem zbrodnię. I to wielokrotnie: Nigdy nie dałem ani złotówki na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Już samo nieprzychylne pomyślenie o Jego Nieświątobliwości Jurku Owsiaku jest myślo-zbrodnią. Wszak cały postępowy świat uważa, że gdy Jurek kiwnie palcem w bucie, powinny się zaraz zginąć kolana istot niebieskich, ziemskich i podziemnych. A co dopiero unikanie płacenia! To już zbrodnia straszliwa i kara nieuchronna. (A mówiła żony ciotka: „tych co płacą – nic nie spotka”).

Gdy już zapanuje jedynie słuszna linia, wszyscy myślo-zbrodniarze trafią do odpowiednich obozów re-edukacji. I tam już im chłopaki od Owsiaka pokażą, jak należy uprawiać „róbta co chceta” (zgodnie z obowiązującymi dyrektywami oczywiście…).

A teraz poważnie: przeraża mnie terror psychiczny, którego dopuszczają zwolennicy pana Owsiaka. Czy w pewnym kraju nad Wisłą zawsze musi być wszystko na rozkaz? Zawsze wszyscy muszą śpiewać z jednego klucza? Ja rozumie, że moje pokolenie może mieć takie ciągoty: w końcu nie na darmo nam wbijano w głowę istnienie „jedynie słusznej linii”. Ale te wszystkie owsiakowe pomysły robią głównie młodzi ludzie, mające gęby pełne frazesów o wolności, tolerancji, liberalizmie… A jak przyjdzie co do czego, to spróbuj się tylko wychylić!

W tym roku to już naprawdę przechodzi wszelkie granice: ja rozumie, że można zaszczuć jakiegoś młodego człowieka groźbą „obciachu”. Ale żeby poważnych ludzi? Telewizja Polska przez chwilę usiłowała „odebrać” panu Owsiakowi czas antenowy („odebrać” oczywiście w cudzysłowiu – bo chodziło tak naprawdę o to, że TVP chciała dać mniej czasu, niż sobie pan Owsiak zażyczył). Pan Jurek tupnął nogą, Gazeta Wyborcza wydała groźny pomruk… i zaraz wszyscy położyli „ruki po szfam”, jak w radzieckiej armii.

„Wicie towarzyszu, rozumiecie… tolerancja – tolerancją… wolność – wolnością… Ale przecież porządek musi być! I ktoś musi tym wszystkim kierować!”

Brak komentarzy: