piątek, stycznia 23, 2009

 


W ostatni weekend poleciałem razem dwoma instruktorkami harcerskimi – Małgosią i Jagodą - na spotkanie opłatkowe do Kalifornii. Ach… zupełnie zapomniałem napisać, że jakiś czas temu zostałem na nowo „wciągnięty” do harcerstwa i pomagam rozkręcać polonijny ośrodek harcerski w Phoenix. W niedzielę Rysiek Urbaniak obwiózł nas po San Francisco. Bardzo ciekawe miasto, warte odwiedzenia. Myślę, że jeszcze się tam wybiorę, przy samym moście Golden Gate (Złote Wrota) można spędzić cały dzień robiąc zdjęcia.

Nie! Nie oglądałem z zapartym tchem „historycznego zaprzysiężenia” Prezydenta Obamy. Nie bardzo rozumiem czemu niby ma ono od razu być „historyczne”? Nie rozumiem pewnie dlatego, że jak przysało na zajadłego rasistę zupełnie nie interesuję się kolorem skóry pana Obamy. „Zaraz, zaraz…” – zapytacie przytomnie – „Co ty tu Jacenty wypisujesz? Rasistę nie interesuje kolor skóry???”. Cóż… od razu widać, że się jeszcze nie wyćwiczyliście w dialektyce. Zapiszcie się czem prędzej na kurs na Wieczorowym Uniwersytecie Marksizmu i Leninizmu. A dla opornych – kurs dialektyki w wersji skróconej:

Istnieje takie słowo w nowomowie - rzekł Syme - którego pewnie jeszcze nie znasz: kwakmowa, czyli mówienie podobne do kwakania kaczki. Jest to jedno z tych ciekawych słów, które mają dwa przeciwstawne znaczenia. W odniesieniu do wroga stanowi obelgę; w odniesieniu do kogoś, z kim się zgadzasz, komplement.
(G. Orwell, 1984)


Jasne? Mimo pewnych opróźnień, kwakmowa rozwija się nieustannie, więc uczcie się, póki czas!

Co do pana Obamy, to jest on znakomicie wyćwiczony w kwakmowie, dwumyśleniu i wszystkich inny zdobyczach amero-socu. Piekielnik Karol Marks musiał podskakiwać radośnie w kotle, słysząc jak prezydent USA omalże cytuje jego słowa w swym przemówieniu inauguracyjnym. Cóż… bez względu na kolor skóry prezydent Obama jest po prostu czerwony!

Brak komentarzy: