czwartek, maja 07, 2009



Lot z Milwaukee w Wisconsin do Phoenix w Arizonie trwa 4 godziny, więc korzystam z okazji, żeby wreszcie coś napisać. A przy okazji słucham sobie Andrzeja Poniedzielskiego. Jak nie znacie - to koniecznie posłuchajcie, bo to stara, dobra, poetycka klasyka:

Koń, szabelka i butelka
To Polaka miłość wielka
Niech nam jeszcze Bozia zdrówko da!
I dzieweczkę, co do laseczka szła i szła!

Życie mi się toczy ostatnio w dość przerażającym tempie. Nie ma czasu by pomyśleć, a co dopiero napisać. Ale może to i dobrze? Amerykańskie przysłowie (tak, tak! amerykańskie przysłowia też się zdażają!) powiada:

Przede wszystkim nie myśl!
Jak już pomyślałeś - to nie mów.
Jak już powiedziałeś - to nie pisz.
Jak już napisałeś - to nie podpisuj.
A jak podpisałeś - to się przynajmniej nie dziw!


Inna sprawa, że nie bardzo jest o czym pisać. O kolejnych zwycięstwach w budowie kolejnego socjalistycznego raju na ziemi? O tym, jak to ludzkość światowa trzęsie portkami, bo paru Meksykanów zachorowało na grypę? Dajta spokój ludziska!

Ostatnio obwiozłem po Kalifornii moich Teściów. Trasa klasyczna: San Francisco, Yosemite, King’s Canion, Dolina Śmierci, Las Vegas. Nie mam jeszcze zdjęć, bo moja cyfrówka obraziła się i odmówiła współpracy. Musiałem więc przerzucić się na normalny aparat na film. Muszę teraz te filmy wywołać, zeskanować... Zabawa super, tylko bardzo długotrwała. Szczególnie, że w USA coraz trudniej znaleźć film do aparatu, a co dopiero taki film wywołać. Jak zapytałem w sklepie fotograficznym o filmy, to pani sprzedająca najpierw spojrzała na mnie jak na ducha, potem długo grzebała w szufladach, przewalała coś na zapleczu, zanim w końcu wyciągnęła gdzieś z niebytu kilka rolek Kodaka i Fuji. Na zachętę wrzucam zdjęcie z Yosemite zrobione jakiś czas temu.

Brak komentarzy: