niedziela, września 20, 2009

 


Gdy 1 września prezydent Obama wysłał na uroczystości rocznicowe do Polski jakiegoś zastępcę pionka, nie zdziwiło mnie to ani trochę. Czemuż się tu dziwić? Historia Drugiej Wojny Światowej w wersji amerykańskiej wygląda mniej-więcej tak: Wojna zaczęła się 7 grudnia 1941, kiedy to Japońce zaatakowali Pearl Harbor. Wcześniej co prawda coś tam się działo w Europie, ale to były jakieś tam nieistotne potyczki gdzieś na końcu świata. Hitler kogoś tam straszył, a potem wymordował Żydów, czyli zrobił holokaust. Ameryka się wkurzyła, wysłała wojska do Europy, które 6 czerwca 1944 wylądowały w Normandii. W 8 dni później Amerykanie wyzwolili Paryż i praktyczne już było po wojnie.

Nie ma się o co obrażać – każdy ma jakąś wizję świata i zwykle mu się wydaje, że cała historia toczy się właśnie wokół niego. My Polacy nie jesteśmy w tym względzie ani trochę inni niż Amerykanie. Jestem gotów się założyć, że procentowo mniej więcej tylu samo amerykanów wie, co się stało 1 września 1939, ilu Polaków wie, kiedy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor.

Natomiast gdy 17 września Obama ogłosił, że Ameryka wycofuje się z projektu budowy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, to jakoś przestało być mi wesoło. Przypadkowa zbieżność dat? Czy świadome nawiązanie? Polityczna plotka niesie, że Ameryka dogadała się z Rosją i Niemcami w sprawie podziału strefy wpływów: Amerykanie nie będą się mieszać w sprawy Europy, gdzie Niemcy i Rosja ustawią sobie wszystko jak trzeba, a w zamian za to Rosja nie będzie przeszkadzać Ameryce ustawić sobie Iranu i całego Bliskiego Wschodu. Cóż… to tylko plotki takie. Nie trzeba by się tym za bardzo przejmować, gdyby nie fakt, że cała amerykańska administracja gorąco dziś zaprzecza, jakoby decyzja o zmianie planów związanych z tarczą miała coś wspólnego z Rosją. „Rosja nie ma nic wspólnego z decyzją w sprawie tarczy” - zapewniają jednym chórem prezydent Barack Obama, szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton i sekretarz obrony USA Robert Gates. Tak dziś piszą we wszystkich gazetach. I tu się zaczyna robić bardzo nieprzyjemnie. Przysłowie mówi: „Prawdziwy polityk nie wierzy w żadną plotkę, póki jej nie zdementuje rzecznik rządu”… Cóż… żyjemy w ciekawych czasach, co by nie powiedzieć…

Na zdjęciu – pełnia księżyca nad Yosemite.
Posted by Picasa

Brak komentarzy: