środa, stycznia 27, 2010

 

Mój kumpel Marian (znany niechybnie niektórym z Was pod pseudonimem „Witkacy”) zapytał mnie ostatnio: „Jaki aparat kupić żonie, żeby robił dobre zdjęcia”. A przy okazji delikatnie mi zasugerował (czytaj: opierniczył), że ostatnio zaniedbuję własnego bloga. Postanowiłem więc „upiec dwie pieczenie na jednym ogniu”: odpowiem Ci Witkacy na blogu.

Przy okazji mała dygresja: niektórzy ludzie ze „starych czasów” czują się dziś głupio ze swoimi pseudonimami. Widzisz człowieka po iluś tam latach, chcesz się mu na szyję rzucić i wołasz: „Cześć XYZ!!!!”. A tu słyszysz śmiertelnie poważne: „Już nie XYZ. Teraz to ja jestem Pan Prezes.” Albo zakłopotane: „No wiesz… ja już teraz nie jestem XYZ... To tak... No wiesz... Niepoważnie jakoś...”. Jak dla mnie moi kochani, to „wciąż jesteśmy tacy sami”. Tak, że jeśli się wstydzisz Szanowna(y) Pani(e) swojej – bądź-co-niebądź – całkiem ciekawej historii... coż... mówi się trudno...

„Jaki aparat kupić, żeby robił dobre zdjęcia?” Ha! To bardzo niebagatelne pytanie! Odpowiem słowami jednego fachowca – zawodowego fotografa (niestety nie pamiętam nazwiska, a szkoda, bo należałoby oddać mu chwałę). Gdy jakaś pani zadała mu takie pytanie na spotkaniu autorskim, gostek podrapał się w brodę (wiadomo: fotograf zawodowy musi mieć brodę) i odpowiedział: „Wie Pani… To nie jest łatwe pytanie… Ale jeśli miałbym być szczery, to na podstawia mojego wieloletniego doświadczenia… Powiem Pani! Jaki aparat kupić, żeby robił dobre zdjęcia? Najlepiej, ale tak naprawdę najlepiej - to FOTOGRAFICZNY”.

To człowiek, a nie aparat robi zdjęcia. Oczywiście bez aparatu zdjęcie zrobić dość trudno. Ale wielu ludziom wydaje się, że jak będą mieć „dobry aparat” to od razu będą robić dobre zdjęcia. Tłumy wyciskaczy kitu, czyli „handlowców” czyhają na tych naiwnych, by sprzedać im jakiś „magiczny aparat, który robi dobre zdjęcia”. Tak że zanim pobiegniesz do sklepu i wydasz dużo pieniędzy, to najpierw się zastanów, czy naprawdę warto? Może lepiej kupić dobrą książkę o fotografii? Albo zapisać się na kurs? Efekty mogą być w wiele lepsze, niż władowanie pieniędzy w kolejny elektroniczny gadżet.

To tak na dobry początek, a ciąg dalszy być może nastąpi…

A na zdjęciu - Wupatki, czyli Indiańskie ruiny niedaleko Wielkiego Kanionu.

Brak komentarzy: