piątek, kwietnia 23, 2010

Kilka osób przytomnie zwróciło mi uwagę, że zdjęcie, które zamieściłem ostatnio na blogu przedstawia raczej pozostałości jednego z siników samolotu, niż kabinę pilotów. Oznacza to, że przynamniej kilka osób czyta te moje pisanki. I to ze zrozumieniem! Tak, macie rację. Jest to zdecydowanie tył samolotu, a raczej to, co z niego pozostało.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że wokół wypadku prezydenckiego samolotu wciąż snuje się mgła tajemnicy. Obawiam się, że ta mgła prędko się nie rozwieje. Gdy pierwszy raz po katastrofie rozmawiałem z moim znajomym, takim który zawsze wie, co mówi, i zawsze mówi znacznie mniej niż wie, to powiedział: „To jest drugi Gibraltar. Nie wiem, czy nawet nasze dzieci dowiedzą się, co się naprawdę stało”.

Od czasu katastrofy w Gibraltarze świat się trochę zmienił: wtedy nie było Internetu i znacznie łatwiej było ukryć „wiedzę tajemną” przed „maluczkimi”. Dziś jest trochę trudniej, bo zawsze ktoś za dużo powie, ktoś film jakiś nakręci, podsłucha, nagra… I parę minut później każdy to może znaleźć na YouTube. Posiadacze wiedzy tajemnej stosują więc inne metody.

-„Gdzie najłatwiej ukryć liść?”
-„W lesie!”
-„A gdy nie ma lasu?”
-„To człowiek mądry zasadzi las, żeby ukryć w nim liść!”

„Las wirtualny” zasadzić jest wyjątkowo łatwo: wystarczy spuścić ze smyczy kilku dobrze wyszkolonych fachowców, by robili „szum informacyjny”. Widać to jak na dłoni w naszej obecnej sytuacji. Ludzie mają wątpliwości i zadają „nieodpowiednie pytania”? No to do akcji wkraczają odpowiednio wyszkoleni fachowcy i zaczynają zadawać całą masę „jeszcze bardziej nieodpowiednich pytań”. Im głupszych i bardziej absurdalnych – tym lepszych. Grunt, żeby było dużo szumu. Łatwo wtedy wszystkich zadających pytania spoza listy dopuszczalnej opatrzyć odpowiednią „łatką”: oszołom, wariat, pomyleniec, zwolennik teorii spiskowych…

No i mnożą się w Internecie różne niestworzone teorie. Nie wszystkie tworzą fachowcy od dezinformacji, za drogo by to kosztowało. Na szczęście nie brakuje wokół różnych pożytecznych idiotów, którym wystarczy tylko dać dobry przykład, a oni już sami chętnie „popracują społecznie”. Po jakimś czasie normalni ludzie mają już dość takiego jazgotu i marzą tylko o tym, by cała sprawa jak najszybciej się zakończyła. Kupią dowolne w miarę prawdopodobne wyjaśnienie, byle tylko móc spokojnie wrócić do oglądania swego ulubionego serialu. Cóż… wydaje mi się, że jesteśmy mniej-więcej w połowie drogi do takiego zakończenia sprawy.

Brak komentarzy: