poniedziałek, lipca 19, 2010

 


Pewien Grill Anonim tak oto opisał piątkowe otwarcie mojej wystawy w Galerii Sztuki w Limanowej:

"DUZE JEZD PIKNE!"

było piknie! :)

Niecom się spóźnił - bo po drodze wszędy reperowali mosty dla pana starosty... A na Jacentowym wernisażu ćma ludzi: na pokojach i w sieni! Akurat trafiłem na przemówienie, wychwalające JJ, ktoren "uczniem dobrym był - i jak daleko zaszedł..." - [do Hameryki].

Potem Jacek dziękował rodzicom, szwagierkom i "rożnym takim..." oraz rodzinie i licznie zgromadzonym dzieciom, w tym własnym…
A potem juz była lampka wina i sycenie ślipków widokami tego, co duże i piękne.

Witaliśmy się i fotografowali w rożnych konfiguracyjach i kompanijach... I wpisywali do księgi Domu Kultury w Limanowej. Wpisałem gęsim piórem:

"Verba docent, exempla trahunt, a zdjecia - ZACHWYCAJĄ!"

Potem - bo było juz sporo po godzinach roboty pani woźnej - musieliśmy się ewakuować. Trafiliśmy do knajpy niejakiego Bzyka, któren królował za wysokim kontuarem z bacznym wzrokiem na wszystkie. Tam też była lampka, oraz butelczyny bez prondu dla kierowców itp. niepijących. Ludzi też ćma przyszła, z tego większość chyba to byli byli harcerze, bo pili zdrowo... a potem się przegrzały transformatory w Limanowej i ślag trafił światło.

I stała się ciemność... więc przewiezliśma sie na górkę, do siostry Jacentowej z mężem i dziećmi Sabiny (Dominik poszedł na piechty...) - a tam na podworcu - igloo postawili... Wienc wykopaliśwa topory wojenne i ogłosiliśmy wojnę temu co podle - a na pewno wrogom dwom, któren każdy z nas ma... ;)

Dominik z resztą bandy dzieciatej rozpalili mokrą trawę w wigwamie i dym poszedł jak z kurnej chaty na całom okolicznom okolice... aż sie Krzychu Sabinowy wkurzał na to zakurzanie... zamiast wienc trawy dorzucono siana i tipi poszło jeno z dymem, a nie z ogniem... a my z indiańskim pióropuszem na głowach ogłaszaliśmy wojnę nieprzyjaciołom - aże się krzyż na Łysej Górze zapalił świetliście, bo już transformatory pewnie zreperowali...

Krzychu upiekł co tam był złapał, Sabinka usiekała sałatki - i przy pysznościach owych niecośmy się zasiedzieli...

"DUŻE JEST PIĘKNE"

Cóż... nie wiem skąd się autorowi niektóre fakty objawiły (ach... to iglo przy 30-sto-paro stoniowym upale!). Ale nie da się ukryć, że w porywie twórczości udało się mu bezbłędnie uchwycić "ducha epoki". Dzięki ci, Grillu Anonimie za wysmarzenie tego tekstu!

A ze swej skromnej strony dziękuję wszystkim, dzieki którym moja wystawa doszła do skutku. I wszystkim tym, których miałem zaszczyt spotkać w piątek na wernisażu.

1 komentarz:

gosia pisze...

Jacenty,
Gratuluje! Widze,zes juz powaznym, odkrytym artysta zostal! A Twoja zdjecia sa super.
Goska