piątek, lipca 02, 2010


Uff… Dotarłem do Limanowej! Latanie przez Atlantyk nigdy nie było komfortową przejażdżką, ale ostatnimi laty, na wskutek pazerności i dziadostwa linii lotniczych zaczęło przypominać akrobatykę cyrkową. Spakuj się tu człowieku na kilkutygodniowy wyjazd do jednej walizki o wadze maksymalnej 23 kg i jednego małego bagażu podręcznego! Za każdy dodatkowy bagaż, za każdy dodatkowy kilogram ta banda rabusiów każe ci zapłacić jak za zboże (i to bardzo drogie zboże). Ale jakoś się udało. A potem to już z górki. Oczywiście tak na lotnisku w Phoenix, jak i w Chicago okazało się, że jest więcej chętnych do lotu niż miejsc w samolocie, ale jakoś tam zawsze się w samolocie zmieściłem.

Na locie „LOT-em” z Chicago od Krakowa nędza z bidą. Na szczęście jedzenie w lotowskich samolotach jest nadal przyzwoite, obsługa też miła. Ale gdzie te czasy, gdy lecąc przez Atlantyk można się było nieźle ubzdryngolić, bo stewardesy polewały napoje procentowe i nieprocentowe w dowolnych ilościach? Jak chłopaki wracały „z pod samiuśkich Tater” do Chicago, to najpierw przy wejściu do samolotu grzecznie oddawały ciupagi na przechowanie, no a potem przez cały lot „łzy rękawem ocierały” i popijały. Niejednego trzeba było potem z samolotu wynosić, bo o własnych siłach wyjść nie potrafił. Mruczał tylko pod nosem, że znowu „góry porzucić trzeba, dla chleba, panie, dla chleba”. Widziałem takie sceny na własne oczy i to nie raz.

Dziś „Góral z pod samiuśkich Tater”, uzbrojony w ciupagę nie dotrze nawet do progu samolotu. Bohaterscy tajniacy aresztują go przy przejściu przez „bramki”, albo i wcześniej. (Mojej córce obrońcy naszego bezpieczeństwa wyciągnęli z bagażu niezbędnik, bo się chłopaki obawiały, że może sterroryzować załogę nożem i widelcem, więc na widok Górala z ciupagą, to od razu by wezwali brygadę antyterrorystyczną). No a na pokładzie biedny Góral będzie musiał siedzieć jak trusia o suchym pysku, bo jak się, niedaj Boże głośniej odezwie, to się może okazać, że jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa lotu i zostanie wyprowadzony z samolotu w kajdanach.

A najlepsze jest to, że za te wątpliwe przyjemności sami płacimy. Ech...

Brak komentarzy: