środa, sierpnia 25, 2010

 


Otrzymałem upomnienie, że nie komentuję ostatnio „coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości”. A cóż tu komentować kochani? Wojenkę religijną na Krakowskim Przedmieściu? Toż to przecież typowy przykład zastosowania Operatora Ziaji! Dla niewtajemniczonych: Operator Ziaji (nazwany tak na cześć Beaty Ziaji, mojej koleżanki z czasów studenckich) działa tak, że z niczego robi problem. W normalnym świecie cały ten problem załatwiłoby się w ciągu 5-ciu minut jednym prostym pytaniem: „A do kogo, przepraszam, należy ten grunt, na którym stoi przedmiot sporu?”. Jakiś właściciel przecież istnieje! Więc niech sobie zdecyduje, co na tym kawałku ziemskiego padołu ma stać. I po sprawie. Oczywiście tak prosto być nie może, bo wszystkim, pożal się Boże, „siłom politycznym” jest jak najbardziej na rękę, by się lud zajął takimi właśnie „strasznie ważnymi sprawami”. Tak, że jak mogę Wam coś radzić, to radzę wyłączyć telewizor i trzymać się jak najdalej od tej wojenki. Nie lepiej pójść w góry? Jest tyle pięknych miejsc na świecie!

Brak komentarzy: