sobota, stycznia 15, 2011

 

Za sprawą szaleńca, który w Tucson zastrzelił Bogu ducha winnych ludzi sporo Polaków dowidziało się gdzie mniej-więcej leży Arizona i że jest to straszny kraj, w którym każdy może sobie chodzić po ulicy z ukrytym za pazuchą pistoletem.

Parę znajomych osób nawet pytało z troską czy mi się nic nie stało i czy się nie boję. Niniejszym dziękuję za pamięć i troskę :-). Nie, nic mi się nie stało, Phoenix leży ponad 200 km od Tucson, tak, że trzeba by rakiety typu ziemia-ziemia, żeby mi zrobić krzywdę z takiej odległości.

Przeczytałem parę tekstów w polskich gazetach na temat tego, co stało się w Tucson i delikatnie pisząc: żenada! Ja rozumiem, że standardowy Polak

(a) i tak nic nie czyta
(b) nawet jak czyta, to i tak nic z tego nie rozumie
(c) nawet jak coś tam rozumie, to nie wie, „gdzie, Rzym, gdzie Krym, gdzie Niedźwiedzica Mała”. A co dopiero jakieś Tucson!

Ale jak się już chłopie usiłujesz trudnić dziennikarstwem i bierzesz za to pieniądze, to odrób zadanie domowe i postaraj się coś przeczytać ze zrozumieniem, zanim się weźmiesz za pisanie!

W Arizonie, jak w całych Stanach Zjednoczonych, każdy ma prawo do posiadania broni. Nie jest to przywilej, tylko prawo konstytucyjne, zapisane w Drugiej Poprawce do Konstytucji. Oczywiście różnym „dobrym, zatroskanym ludziom” bardzo to prawo jest nie w smak. Toteż od lat toczą się prawnicze przepychanki pomiędzy zwolennikami a przeciwnikami prawa do posiadania broni. Póki jednak Konstytucja obowiązuje w obecnej postaci, przeciwnicy prawa obywateli do posiadania broni wiele nie mogą podskoczyć, choć w niektórych stanach za pomocą wykrętnych „wicie, rozumicie” udało im się znacznie ograniczyć to prawo. W Arizonie akurat nie: jeśli jesteś pełnoletni i chcesz mieć broń to po prostu idziesz do sklepu i broń kupujesz. Prawo jazdy jedynie musisz posiadać. Do niedawna według prawa Arizony tak zakupioną broń można było albo trzymać w domu, a nosić, ale tylko w sposób widoczny czyli „na wierzchu”. W dużych miastach, takich jak Phoenix nie zdarza się to często, bo w wiele miejscach, będących własnością prywatną obowiązuje zakaz wchodzenia z bronią (praktycznie wszystkie większe sklepy, firmy i urzędy). Więc łażenie z pistoletem przy pasie lub ze strzelbą na ramieniu było dość niepraktyczne. Ale na prowincji widok człowieka z pistoletem przy pasie, maszerującego przez miasteczko nie jest niczym nadzwyczajnym. Natomiast żeby nosić broń w ukryciu, trzeba było przejść odpowiedni kurs i dostać pozwolenie. Niedawno – chyba jesienią 2010 - prawo, nakazujące posiadanie takiego zezwolenia zostało zniesione.

Oczywiście po ostatnich wypadkach znów będą się toczyć spory typu: „co by było gdyby”. I oczywiście nikt nikogo nie przekona. Przeciwnicy prawa do posiadania broni mówią: „jakby nie można było kupić broni w sklepie, to ten wariat by jej nie kupił”. A zwolennicy: „jakby każdy normalny człowiek posiadał broń, to ten wariat zdążyłby wystrzelić tylko raz”. Cóż… każdy ma trochę racji.

Jadę do sklepu po amunicję 9mm, bo pewnie znowu podrożeje…

A Arizona jest piękna! Na zdjęciu: Dolina Pomników, czyli Monument Valley.
Posted by Picasa

Brak komentarzy: