piątek, listopada 04, 2011

 


Nie jest źle z nami Polakami! Różne rzeczy z nami wyprawiają, tresują na różne sposoby… A my - mimo wszystko - wciąż potrzebujemy Bohaterów Narodowych! A to znak, że jeszcze Polska nie zginęła. I my też jeszcze żyjemy. Takie myśli mi się nasunęły obserwując kolejną narodową epopeję po tym, jak samolot LOT-u wylądował na Okęciu bez podwozia. Oczywiście, dobrze, że wylądował, dobrze, że się nikomu nic nie stało. Piloci pokazali się z jak najlepszej strony (choć póki co, to bym się nie śpieszył z ocenami: nikomu źle tam nie życzę, ale ja bym poczekał, aż fachowcy zbadają jaka była przyczyna, że się podwozie nie otworzyło. Żeby się przypadkiem nie okazało, że załoga coś popierniczyła, albo nie umiała otworzyć podwozia za pomocą systemu awaryjnego). Ale dobra! Załóżmy, że chłopaki wszystko zrobiły jak należy i wylądowały perfekcyjnie w sytuacji awaryjnej. Czy to jest powód do jakiejś euforii? Do zakładania “fan clubów bohaterskiego pilota”? Bez jaj! Każdy pilot samolotu pasażerskiego powinien umieć w takich warunkach wylądować! Samoloty pasażerskie są tak projektowane, by dało się to zrobić. Jest dokładna instrukcja co się robi w takiej sytuacji, a piloci ćwiczą (a przynajmniej powinni ćwiczyć) takie scenariusze do bólu na symulatorach. Ten pilot nawet o tym mówił i widać było, że jest dość tak zażenowany spektaklem wokół swojej osoby. Oczywiście za parę tygodni wszyscy zapomną, wszystko wróci do normy. Ale chyba sam nagły poryw dumy narodowej z okazji szczęśliwego lądowania nie jest taki zły? I chyba nikomu nie zaszkodzi?

A ja Was pozdrawiam z lotniska w San Jose…

A na zdjęciu - zachód słońca (jako widać...). A gdzie to? Ha! Zgadnij koteczku!

Brak komentarzy: