piątek, maja 30, 2014

Przyglądam się z dużym rozbawieniem szumowi, który się gwałtownie zrobił wobec “deklaracji wiary lekarzy”. Akcja jest koordynowana z Limanowej, powiedzmy więc, że mam akurat na ten temat informacje z pierwszej ręki. Oczywiście samemu jazgotowi medialnemu się nie dziwie, natomiast parę pytań w tej sprawie warto postawić. Zastanówcie się sami nad odpowiedziami, macie wszak własny mózg…

Po pierwsze: “dlaczego teraz”? Cały pomysł deklaracji został upubliczniony chyba pod koniec lutego czy na początku marca. Słyszeliście o tym? Napisał o tym ktokolwiek? Nie mówię tu jedynie o przeciwnikach: o zwolennikach także. Sprawdźcie sobie sami: jak w końcu w “Gościu Niedzielnym” pokazała się jakaś informacja na ten temat, to… nie w było w niej odnośnika do strony internetowej, na której można było deklarację podpisać! Deklaracja jest w zamyśle autorki wotum wdzięczności za kanonizację Jana Pawła II. Czemu zatem przy okazji kanonizacji samej nikt się praktycznie na ten temat nawet nie zająknął? Przez dwa miesiące było “cicho-sza”. A teraz nagle  “buuuum”? Gdy jest to już właściwie “musztarda po obiedzie”? Czyż nie ciekawe zjawisko?

Po drugie: “o co właściwie cały ten szum”? W Polsce jest jakieś 75 tysięcy lekarzy, pielęgniarek i  położnych pewnie ze trzy razy tyle… Czyli powiedzmy optymistycznie, że ze 2% się pod tą deklaracją podpisało. Szum powinien być dokładnie “w odwrotną stronę”:  to Kościół Katolicki powinien bić na alarm, że tylko 2% medyków przyznało się jawnie do 100% zgodności z kościelnym nauczaniem! A tu demoliberalne media trąbą na trwogę, och… och… brakuje tylko, by jakaś skatowana lewicowa bez-dusza targnęła się na własne życie w akcie rozpaczy i  desperacji.

Po trzecie: „komu ten szum jest potrzebny i po co”? Znam ludzi, którzy tą akcję koordynują. Znam ich od lat. Nic z tego nie mają: są po prostu zaprzyjaźnieni z inicjatorką akcji, panią Pułtawską i głęboko nią zafascynowani. Nie oni wywołali ten szum. Nie wywołała go też sama inicjatorka. Na Jasnej Górze wisi sobie pewnie z 500 tysięcy różnego rodzaju wotów i deklaracji. Jakoś z tego powodu świat się nie wali… Kto zatem zwietrzył, że można na tym szumie skręcić biczyk z piasku albo zrobić interesik niemały? Kto się obawia, że w razie czego, to lepiej krzyczeć, bo się nie daj Boże straci?

O samej deklaracji, to mi się nawet pisać nie chce: żeby w wolnym kraju człowiek nie mógł wypowiadać się na temat tego w co wierzy i co jest dla niego ważne??? I jeszcze jazgot w tej sprawie robią dokładnie ci sami ludzie, którzy mają pełne gęby frazesów o wolności słowa, tolerancji i szacunku dla innych poglądów! Wstyd, obciach i tyle!

Z drugiej strony, to niech „druga strona” nie udaje greka, że ta deklaracja nie jest ideologiczna i nie jest wypowiedzeniem wojny religijnej. Jest: widać to na pierwszy rzut oka. Nie mówię, że to coś złego: myślę, że taka wojna jest potrzebna i jest o co walczyć. Tylko trzeba sobie zdawać sprawę z konsekwencji: jak się chcę pracować w państwowym szpitalu na stanowisku „ginekolog-aborter”, gdzie w zakresie obowiązków jest wpisane wykonywanie zabiegów przerywania ciąży, to sorry, ale nie można mówić, że się tego robić nie będzie.  Jak się tak mówi – to się wylatuje z pracy. I nie ma znaczenia z jakich powodów: powoływanie się tu na wiarę czy niewiarę nie ma nic do rzeczy. I nie jest to żadne „prześladowanie ze wiarę”, tylko prosta konsekwencja niewywiązywania się z obowiązków służbowych.

A po trzecie, to proponowałem koordynatorom akcji, by dopisać do tej deklaracji takie punkty:

Jako lekarz-katolik nie byłem, nie jestem i nie będę na liście płac żadnego koncernu farmaceutycznego lub producenta sprzętu medycznego. Prowadząc terapię będę kierował się wyłącznie dobrem pacjenta i nie będę pobierał z tego tytułu – pośrednio lub bezpośrednio - żadnych dodatkowych korzyści majątkowych. A jak kiedyś złamię tą obietnice, to niech mnie piekło pochłonie i niech mi dzieci makaronem obrosną. (A swoją drogą: jakby tak ktoś mógł zrobić nielegalnie cross-check listy lekarzy katolickich z listą beneficjentów polskich koncernów farmaceutycznych i opublikować wynik w Internecie? A jeszcze lepiej listę WSZYSTKICH lekarzy, którzy są przez koncerny opłacani?)

Jako lekarz-katolik nie będę wykorzystywał sprzętu, budynków i innych przedmiotów materialnych należących do Państwa Polskiego do prowadzenia prywatnej, odpłatnej działalności medycznej. A jeśli kiedykolwiek to robiłem w przeszłości, to ukradzione w ten sposób pieniądze oddam poczwórnie i przekażę na cel leczenia chorych dzieci.

Jako lekarz-katolik nie przyjmuję łapówek, prezentów i dowodów wdzięczności. Proszę mi takowych nie wręczać, bo będę musiał odmówić ich przyjęcia (a nie chciałbym sprawiać nikomu przykrości).

Cóż… koordynatorzy akcji nie byli tym postulatem zainteresowani. Ale – (w sumie, niestety) – jakoś się wcale im nie dziwię…

Brak komentarzy: