wtorek, listopada 01, 2016

In necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas.

 

In necessariis unitas, in dubiis libertas, in omnibus caritas (św. Agustyn z Hippony)
(„W rzeczach koniecznych jedność, w wątpliwych  wolność, we wszystkich miłość”.)

Jestem już naprawdę stary, bo coraz bardziej drażnią mnie wszelkiej maści radykałowie, gotowi pozabijać wszystkich w imię jakichś szóstorządnych sporów. Właściwie każdy dzień dostarcza takich przykładów, ale dziś akurat Halloween i przykład – chciało by się rzec -  podręcznikowy.

Mieszkam już 20 lat w Stanach, więc trochę wiem o tym kraju. Jak tu przyjechałem, to w Polsce nikt (lub prawie nikt) o Halloween nie słyszał. Pierwsze spotkania z tym świętem raczej wyglądały dla mnie mało przyjemnie: jestem jednak człowiekiem przywiązanym do jako-tako racjonalnych zachowań i do naszej, polskiej tradycji. Więc Halloween kłuł mnie w oczy niemiłosiernie, z resztą kłuje nadal. Ale czy naprawdę jest to powód, by sobie skakać do oczu? By się wzajemnie obrażać, wyzywać albo od satanistów albo od ciemniaków? Czy jest to naprawdę sprawa zasadnicza? Czy wszyscy muszą w tej sprawie reprezentować "jedynie słuszne poglądy"?

Przez wiele lat bojkotowaliśmy rodzinnie Halloween. Taka demonstracja polskości, przywiązania do innej tradycji, do innego nieco rozumienia świata. Od paru lat przestaliśmy, bo stwierdziliśmy, że nie warto: w amerykańskiej tradycji to święto nie ma żadnego negatywnego wydźwięku, jest mniej-więcej odpowiednikiem naszego polskiego kolędowania. Jest to czasem jedyna w roku okazja, by pogadać z sąsiadami, pouśmiechać się do ludzi, powygłupiać razem. Że gdzieś tam jacyś szaleńcy odprawiają jakieś mroczne rytuały przy tej okazji? Ależ kij im w oko! Szaleńcy byli, są i będą. 

Z drugiej strony nikt nigdy nie skakał nam do oczu z powodu bojkotowania Halloween. Po prostu: mówiliśmy, że my tego święta nie świętujemy, czasem się ktoś popatrzył ze zdziwieniem i tyle. Czasem ktoś zapytał: „a dlaczego”? I gdy opowiadaliśmy, że polska tradycja jest inna, to słuchał z zainteresowaniem i mówił: „a to ciekawe!”. Na tym właśnie polega piękno i potęga amerykańskiej tradycji i kultury: że wciąż jeszcze nikt ci tu nie narzuca jedynie słusznych poglądów, jedynie słusznych tradycji i jednego sposobu życia. Że można tutaj wciąż być innym niż wszyscy.

Importowanie Halloween do Polski to dla mnie rzecz dziwaczna. Trudno nie dostrzec w tym jakichś zupełnie niezrozumiałych kompleksów. Święto jest absolutnie „plastikowe”. W Stanach ta plastikowość nie razi,  bo cala Ameryka jest taka: prowizorka posklejana taśmą klejącą. W polskich warunkach jest to dziwoląg. Mamy jedną z najpiękniejszych na świecie tradycji jeśli chodzi o relację z tymi, którzy odeszli. No może południowoamerykańskie tradycje prezentują podobną klasę i głębię. Ale ludzie! Jak se ktoś chce podziwaczyć, to dajcież mu spokój! Niechże se podziwaczy. Świat się z tego powodu raczej nie skończy.

1 komentarz:

Iwona Urbaniak pisze...

Brawo Jacku swietnie to ujales